Przedstawiamy Wam tutaj teksty niektórych skeczy z naszych trzech programów: "Tadziu", "Ludzie to świry" i "Kelner Jerzy".
Poza tekstami skeczy i piosenek na stronie można również znaleźć felietony Jarka .

"My na studia" 
"Pan Kazimierz" 
"Teraz płaczę" 
"Zboczeniec" 

"Ania" (Piosenka Przyjemnie Monotonna)
"Bara-bara"
"Działanie podprogowe"
"Historia amanta"
"Jadzia Rzeźniczka"
"Opera włoska"
"Sąsiadka"
"Skacowani"

"Amanda"
"Debata" (feministka)
"Hamlet"
"Hiszpańska mucha"
"Nie ma problemu"
"Pip"
"Ujarzmienie temperamentu"
"USC"

"My na studia"
Autor: Katarzyna Piasecka
(na scenie stoi pan, po chwili wchodzi Krycha z Jaśkiem)
Krycha: Jasiek, stań tak, żeby cię pan nie widział. Nobry! My na studia!
Pan: Na studia to w prawo i prosto. A! Na studia?
Krycha: No, wszędzie zimno, to żeśmy przyszli się ogrzać i zmądrzeć..
Pan: Na jaki kierunek?
Krycha: No może być w to prawo.
Pan: Na prawo mamy 30 kandydatów na miejsce.
Krycha: Kurde Jasiek jak my się pomieścimy. No, cieplej będzie.
Pan: Państwo na pewno mnie dobrze zrozumieli?
Krycha: Tzn. Ja zrozumiałam, a Jasiek dołączy do nas za parę minut.
Jasiek: (po chwili)Nobry, my na studia.
Krycha: Ot i dołączył. Chce pan gumę do żucia?
Pan: Nie...
Krycha: Pan bierze to łapówka, bo nam zależy.
Pan: Proszę pani...
Krycha: Niech pan mi mówi Krycha.
Pan: Pani Krycho, pani się coś chyba pomyliło.
Krycha: Nie-e. To są studia, tak?
Pan: Uniwersytet.
Krycha: No jak zwał, tak zwał.
Pan: Pani Krycho, co to są za pomysły?
Krycha: No normalne. Żeśmy jak co dzień z Jaśkiem siedzieli na dworcu, czekaliśmy na lepszą perspektywę. Tak się rozejrzałam i myślę: trzeba się zwijać, za dużo sępów na jedną perspektywę.
Pan: A co państwo robili na tym dworcu?
Krycha: Dwie gumy...
Pan: Dajcie spokój. Nie przyjmę was.
Krycha: Jasiek, jakiś twardy się trafił.
Jasiek: Yyyy.
Krycha: Masz rację, trzeba na litość brać. Kochany bądź pan człowiek. Z Jaśka to się wszyscy śmieją, że głupi, a tak by chociaż był magister.
Pan: Proszę państwa, na studia obowiązuje ukończona szkoła średnia, egzaminy i takie tam...
Krycha: Łeee... poważnie? A to Jaśkowi się zrobi przykro za parę minut... Jasiek najlepiej się wyłącz. Ostatnie słowo, trzy gumy, mnie na adwokata, a Jaśka, że taki chorowity, to może na lekarza.
Pan: Nie.
Krycha: Ale skifoza. Człowiek się chce edukować, a tu takie schody...
Pan: Chęci nie wystarczą, najpierw musicie skończyć szkołę średnią.
Krycha: Taaaa? Byli my w średniej, a tam nam powiedzieli, że najpierw podstawówka. Jaja se robicie?! (schodzi;pan za nią)
Jasiek: (stoi chwilę) Do widzenia.
do góry

"Pan Kazimierz"
autorzy: Katarzyna Piasecka, Kazimierz Dolny
Pan Kazimierz to był ogier
Nie wyobrażacie sobie
Co dzień nową zdobycz miał
Ech, złożoną głównie z ciał
Ref.:
Krótkie życie miał Kazimierz
Krótkie, ale za to jakie
Był Kolumbem pośród kobiet
No po prostu wyczynowiec
W żadnym łożu być dwa razy
Takie miał zasady Kazik
Każda była dlań jedyną
Aż do rana gdy się zwinął
Starsze, młodsze, brzydsze ładne
Czy kryteria miał – no żadne
Co noc była pani nowa
Ależ chłop się umordował
Sława buchła jak dynamit
Pojawiały się setkami
Choć Kazimierz nie był słaby
Zamęczyły chłopa baby
Ref.:
Krótkie życie miał Kazimierz
Krótkie, ale za to jakie
Był Kolumbem choć utonął
Wszystko pro publico bono
Kaziu odszedł w stronę nieba
Lecz nie cały był pogrzeban
Geny Kazia w formie dzieci
Rozproszyły się po świecie
Ref.:
Krótkie życie miał Kazimierz
Krótkie, ale za to jakie
Był Kolumbem pośród kobiet
No po prostu wyczynowiec
do góry

"Teraz płaczę"
autorzy: Janusz Pietruszka, Jarosław Marek Sobański, Tomasz Łupak
Smutku drzwi otworzyły się
(Bez ciebie)
Jestem na dnie
Odyseję naszych wspólnych chwil
Skończyłaś
(Milcząc)
Nie mówiąc nic
Wiem że zdrada to poważny błąd
Odchodzisz
(Uciekasz)
Daleko stąd
Kilka drinków, hotelowy klucz
Myślałem
(O tobie)
Lecz jej piękny biust...
Ref.:
Teraz płaczę, bo nie ma cię
Deszcz maluje me łzy na szkle
Tak żałuje, że nie ma ciebie nie
O je
x 2
parlando:
Na ulicy ludzie pytają mnie
Hej... człowieku!
Dlaczego chodzisz tu kiedy niebo płacze
A ja odpowiadam im:
Lubię kiedy pada deszcz
Bo nie widać moich łez
Ref.:
Teraz płaczę, bo nie ma cię
Deszcz maluje me łzy na szkle
Tak żałuję, że nie ma ciebie nie
O je
x 3
Że nie ma ciebie nie...
do góry

"Zboczeniec"
autor: Katarzyna Piasecka
(na scenę wchodzi zagubiona, przerażona kobieta)
Ona: Halo, halo. Czy jest tu kto? Zaraz zmrok zapadnie, a ja tu sama. Chyba się zgubiłam w tym okrutnym lesie. Panie zboczeńcu jest pan tutaj?
Zboczeniec: (z offu) Kto tam krzyczy?
Ona: Katarzyna Piasecka, 90 na 60 na 90 (pozycja modelki).
Zboczeniec: (z offu) Za chuda.
Ona: (do siebie) O jery! Niepotrzebnie skłamałam. Panie zboczeńcu, się źle zmierzyłam – 100 na 100 na 100.
Zboczeniec: (z offu) 300? To słonice mówią?
Ona: Ach co robić… (wchodzi zboczeniec w płaszczu, gołe nogi) Szukać następnego, czy jeszcze powalczyć.
Zboczeniec: Nie no baba – przerośnięta, ale baba.
Ona: O jest pan – chyba się przestraszę...…
Zboczeniec: Miło by było.
Ona: A! (się przestrasza)
Zboczeniec: No to... (chce odsłonić płaszcz)
Ona: Zaraz, zaraz – porozmawiajmy. Ja nie z tych, że tak od razu. Jak mam się do pana zwracać, Panie Zboczeńcu?
Zboczeniec: Jery, obojętne. Może być Zboku.
Ona: Panie Zboku, a żonę Pan ma?
Zboczeniec: Ta, w zagajniku pod Sosnowcem robi.
Ona: No to ja nie wiem, czy ja mogę… mam zasady. A na co dzień to gdzie pan pracuje?
Zboczeniec: Można by rzec: w terenie.
OFF 1: (kobiecy głos) Halo, halo. Chyba się zgubiłam w tym okrutnym lesie. Panie zboczeńcu jest pan tutaj?
Zboczeniec: Zaraz! Się nie rozdwoję!
Off 1: (kobiecy głos) Oczywiście poczekam.
Ona: Panie Zboku, pan to chyba dużo ma roboty?
Zboczeniec: Powiem pani- ciężko obrobić.
Off 2: (kobiecy głos) Halo, halo. Panie zboczeńcu jest pan tutaj?
Zboczeniec: (w kulisę) Poszła! Klientkę mam.
Ona: Czyli masz pan jakieś doświadczenie… Ale ja nie wiem, czy pan się nadaje. I pan to raczej nie za przystojny, co? Taki jakby rozgnieciony maślak.
Zboczeniec: No raczej borowik.
Ona: No raczej rozgnieciony.
Zboczeniec: Kwestia światła. No ale...… (chce odsłonić płaszcz)
Ona: Nie!
Off 3: (starszy kobiecy głos) Halo, halo. Panie zboczeńcu jest pan tutaj?
Zboczeniec: (w kulisę) Ten przedział wiekowy od strony brzóz. (do niej) Zbowit na grzyby wyszedł.
Ona: Taki tłok tutaj.
Zboczeniec: No to...… (chce odsłonić płaszcz)
Ona: Nie! Proszę mnie gonić, nie oddam się bez walki. (zaczyna biec w miejscu, kręcąc tyłkiem)
Zboczeniec: Zaraz, zaraz. Wedle procedur. Ja rozchylam płaszcz, pani przestraszona, wtedy zaczyna uciekać, ja gonię, dopadam, ustawiam odpowiedni kąt i jedziemy.
Ona: Strasznie to wszystko brzmi, szczególnie ten kąt. Ja chyba nie dam rady...
Zboczeniec: Dobra, dobra zaczynamy. (ona odwraca głowę, on odchyla płaszcz, ona w pierwszym momencie przestraszona, po sekundzie współczująca)
Ona: Ojjjjjjjj... Nic się nie stało (przytula go i schodzi)
do góry


"Piosenka przyjemnie monotonna" (Ania)
autor: Kazimierz Dolny
Nie ma, nie ma, nie ma Ani
Ania, Ania, Ania, Ania z bani
Koniec, koniec, koniec, koniec z Anią
I nie, i nie, i nie tęsknię za nią
Było, było, było, było buzi
Teraz, teraz, teraz, teraz luzik
Wszystko, wszystko, wszystko, wszystko mija
Aniu, Aniu, Aniu, Aniu wyjazd
Błoga, błoga, błoga, cisza
Ani, Ani, Ani, anim słyszał
Ledwie, ledwie, ledwie szmerek
Sam se, sam se, sam se sterem
Kiwam, kiwam nogą
Błogo, błogo leżę
Wierzę, wierzę w przyszłość
Wyszło, wyszło mi
Miało, miało, miało być na wieczność
Ale, ale, ale, ale przeszło
Wreszcie, wreszcie, wreszcie spokój
Wolny, wolny, wolny pokój
Kocham, kocham, kocham, kocham taniec
A nie, a nie, a nie a nie Anię
La, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la
Teraz, teraz, teraz Ala
do góry

"Bara - bara"
autor: Katarzyna Piasecka
(na scenę wchodzi mężczyzna- typ intelektualista ciamciak: sweterek, okulary,...; pojawia się kobieta)
Mężczyzna: Dzień dobry.
Kobieta: Dzień dobry.
Mężczyzna: Ładny dzień dzisiaj. Dzień ładny, pani ładna i ja ładny. No to może małe bara- bara.
Kobieta: Słucham?
Mężczyzna: No bara- bara, szmege- rege, ten- tego.
Kobieta: Chyba nie rozumiem.
Mężczyzna: Co pani? Dziewica, czy co?
Kobieta: Pan chyba żartuje.
Mężczyzna: Nie, zagajam tylko. No to jak? Zadziałamy coś?
Kobieta: Proszę pana, ja z nieznajomymi nie działam.
Mężczyzna: Bogdan.
Kobieta: Barbara.
Mężczyzna: Skonsumujemy znajomość?
Kobieta: Ale co? Myśli pan, że ma pan szansę?
Mężczyzna: Trzeba próbować. To jak? Bara- bara Barbara?
Kobieta: Muszę to chwilę przemyśleć.
Mężczyzna: (czeka chwilę) I jak tam przemyślenia?
Kobieta: Wie pan co? Ja zrobię sobie taki bilans zysków i strat.
Mężczyzna: (czeka chwilę) I jak tam bilans?
Kobieta: 24 do 36- niestety głowa mnie boli. (schodzi)
Mężczyzna: Wczoraj było 14 do 78. Kurde, łapię formę!
do góry

"Działanie podprogowe"
autor: Kazimierz Dolny
Profesor: Witam państwa na cyklu spotkań poświęconych umysłowi człowieka. Umysł ludzki jest ciągle niezbadanym oceanem tajemnic. Poproszę kogoś do prezentowania plansz.
Zbaraszczuk: (wypchnięty)
Profesor: O! Student Zbaraszczuk. Jeszcze pan nie został skreślony? Dziwne, dziwne...
Zbaraszczuk: Warunkowo.
Profesor: Proszę Zbaraszczuk. (podaje plansze) Proszę zobaczyć to jest mózg. To 50 cm poniżej głowy Zbaraszczuka. ¦wiadomie mózg wykorzystujemy zaledwie w 5 procentach. Pozostałe 95 procent to podświadomość. Proszę sobie wyobrazić jakie pokłady możliwości mogą się tam mieścić.
Dzisiaj omówimy sobie działanie podprogowe. Jest to impuls którego nie rejestruje nasza świadomość, ale dociera do podświadomości i tam się zagnieżdża. To wprost niesamowite jak działa ludzki mózg! Potrafi zabrać miliony informacji o których nie mamy pojęcia!
Zbaraszczuk: Kopnął cię ktoś kiedyś w dupę?
Profesor: Słucham.
Zbarszczuk: Nie nic.
Profesor: Amerykańscy naukowcy umieścili w wyświetlanym filmie pojedyncze klatki z obrazem coca-coli. Klatki te nie były widziane podczas oglądania filmu, ale podświadomość je zarejestrowała. I co się okazało po filmie? Co się okazało?
Zbaraszczuk: Kopnął cię ktoś kiedyś w dupę?
Profesor: Co?
Zbaraszczuk: Nic.
Profesor: Osoby oglądające film nagle poczuły chęć napicia się coca-coli. Nikt z nich nie potrafił wytłumaczyć dlaczego. (zaczyna zasłaniać machinalnie dupę) Oczywiście było to efektem działania podprogowego. Obraz którego świadomość nie zarejestrowała zaczął działać na podświadomość. Jaką siłę musi mieć takie działanie! Wyobraźcie sobie, że ktoś zastosuje coś takiego w reklamie!
Zbaraszczuk: Kopnął cię ktoś kiedyś w dupę?
Profesor: (do Zbaraszczuka) No tak, w reklamie! To wtedy nawet nie wiedząc dlaczego zaczniemy kupować dziwne przedmioty. (zaczyna się oglądać za siebie) Przestalibyśmy być panami swoich decyzji. Taki sposób reklamy jest prawem zabroniony, ale kto nam zagwarantuje, ze nikt tego nie stosuje?! Wczoraj bez sensu kupiłem golarkę do nóg! Po co mi?! No jakby mnie kto w dupę kopnął!
Zbaraszczuk: A Zbaraszczuk powinien mieć piątkę.
Profesor: Słucham?
Zbaraszczuk: Nie nic.
Profesor: (do Zbaraszczuka) Powinna być jakaś kontrola, nie? (do ludzi) Bo światem zacznie manipulować paru cwaniaków.
Zbaraszczuk: (wypłaca kopa profesorowi)
Profesor: (odwraca się do Zbaraszczuka, patrzy oszołomiony) Zbaraszczuk, ty mnie rozumiesz, prawda? Ty mnie rozumiesz. Chodźmy pogadać. Masz indeks?
do góry

"Historia amanta"
autor: Katarzyna Piasecka, Kazimierz Dolny
(Na scenę wchodzi wchodzi facet - zaniedbany)
Zaniedbany: Ósmy cud świata… To niestety ja. Nie patrzcie na mnie. Proszę, nie patrzcie. Nic mi nie zostało z dawnej świetności. Popatrzcie jak wyglądałem 2 lata temu. No ideał.
(na scenę wchodzi drugi facet - podobnie ubrany, ale uczesany i opalony - wysmarowany fluidem bardzo mocno, za nim nieśmiało wchodzi dziewczyna; )
Dziewczyna: Czy to ty jesteś dziewiątym cudem świata?
Amant: Ósmym. Dziewiątym jest Antonio Banderas.
Dziewczyna: I miałeś wszystkie dziewczyny na tym osiedlu?
Amant: Taa...
Dziewczyna: (zaczyna go bić) To za Anię, to za Basię, To za Olę, a to za mnie na zaś. Właśnie tu zamieszkałam.
Amant: (mruży oczy; kiedy Zaniedbany mówi, wtedy Dziewczyna i Amant pozostają w stopklatce;)
Zaniedbany: Nie było rady, jak wszystkie to wszystkie. Nie patrzcie na mnie. Po raz kolejny wpadłem w wir uniesień.
Dziewczyna: A uniesiesz mnie? Uniesiesz?
Amant: Później.
Dziewczyna: Mój ty misiu pysiu, rybko, słonko, żabko… ty też tak do mnie mów...
Amant: Stonko...
Dziewczyna: A kochasz mnie, kochasz, kochasz, kochasz swoją stonkę?
Amant: (wytrzeszcza oczy)
Zaniedbany: Żeby poderwać dziewczynę wystarczyło zmrużyć oczy, ale żeby sobie poszła nie wystarczało wytrzeszczyć gały. Wywiozłem do lasu - bumerang. W końcu zacząłem mówić otwarcie.
Amant: Musimy się rozstać.
Dziewczyna: (zaczyna strasznie piszczeć) Aaaaaa!!!
Zaniedbany: Przestałem mówić otwarcie.
Amant: A może byśmy tak odpoczęli...
Dziewczyna: (zaczyna znowu piszczeć) Aaaaaa!!!
Zaniedbany: Przestałem mówić.
Dziewczyna: (piszczy) Aaaaaa!!!
Zaniedbany: Pijawka, kleszcz, ośmiornica, poksipol, - nic się nie równało z nią pod względem przyczepności. Nie patrzcie na mnie, proszę. Nie chciała się odczepić, ale prawdziwy mężczyzna nigdy się nie poddaje.
Amant: Poddaję się.
Zaniedbany: Tak się okazało, że nie jestem prawdziwym mężczyzną. No i poszło. Nieodnawiana opalenizna, przeterminowany żel, książka zamiast siłowni sprawiły, że podupadłem jako ideał mężczyzny. (następuje zamiana)
Amant: Miało to jednak dobre strony.
Dziewczyna: Misiu pysiu, koteczku, żabko, słonko, ale ty brzydki jesteś. (zaczyna go okładać) To za Anię, to za Bożenkę, to za Olę! A to za mnie! (odchodzi)
Amant: Odeszła. To tylko jedna przygoda z kobietą. Pomnóżcie to razy 154 i zrozumiecie, że przystojny, zadbany, sexowny facet ma ciężki żywot. Zobaczcie jak teraz wyglądam.
Zaniedbany: Nie nie nie nie patrzcie...
Amant: Do dziś nie mogę sobie tego darować. (bije zaniedbanego) To za Anię, to za Bożenkę, to za Olę! A to za mnie!
Zaniedbany: (do Amanta) Słuchaj, musimy się rozstać…
Amant: (piszczy tak jak dziewczyna) Aaaaaa!!!
do góry

"Jadzia rzeźniczka"
autor: Katarzyna Piasecka, Kazimierz Dolny
(na scenę wchodzi rzeźniczka; po chwili pojawia się klient;)
Rzeźniczka: Zaraz, mówiłam, żeby mi żywych świń nie przywo... (zauważa klienta) Ooo jaki pulpecik.
Klient: Przepraszam, bo nie widzę żadnego mięsa, a ja do mięsnego chciałem.
Rzeźniczka: (poprawiając dekolt i obciągając fartuch na biodrach) Znajdzie się, znajdzie... dla takiej kluseczki musi się jakiś baleronik znaleźć. Mmmm... (szarpie klienta za policzek)
Klient: Proszę... (w sensie: proszę nie)
Rzeźniczka: I do tego kulturalny. Lubię! Proszę powie...
Klient: Przepraszam, ale...
Rzeźniczka: Proszę i przepraszam, wersal... A ja tu cała w mięsie! Czy to pana nie zniechęca?
Klient: Ja tu tylko na zakupy.
Rzeźniczka: Wierzę! (puszcza oko i trochę demonicznie) Wielki kawał zimnego mięcha z siną chrząstką w środku?
Klient: Nie nie nie!
Rzeźniczka: Wątróbka z kością?
Klient: Co też pani?
Rzeźniczka: Mów mi Jadzia. Jadzia rzeźniczka.
Klient: Waldek.
Rzeźniczka: Uuu, jak mój mąż nieboszczyk. Waldziu, a szok, że taka babka, jak ja w mięsnym robi, co? Zaczęło się po trzecim mężu- rzuciłam tartak i przeszłam na hydraulikę.Po czwartym mężu zrozumiałam, że pora na kobiecość - i spracowane ręce władowałam w mięso. Jak się w zimnym mięsie ręce potrzyma, to opuchlizna schodzi. I znowu mam gładkie...
Klient: ( przerażony)Czy jest w pobliżu inny sklep mięsny?
Rzeźniczka: Cała konkurencja padła. Piąty mąż w Moskwie się wychowywał. To co byś Waldziu chciał?
Klient: A co jest?
Rzeźniczka: (zagląda pod ladę) Salceson, tylko trzeba trochę oskrobać, kaszanka... (klient próbuje otworzyć drzwi i wyjść) Waldziu, od środka się nie otwierają- tylko na brzęczyk. (ponownie zagląda pod ladę) Co my tu jeszcze mamy? O! No patrz, paznokieć się znalazł! Tyle go szukałam! Sztuczny. (wyciąga i przykleja do palca) Akurat na tym palcu mi nie wyrósł.
Klient: O, matko.
Rzeźniczka: Fajnie się z tobą gada Waldziu. Inni to mędzą to tamto, a na koniec i tak nic nie kupują. Niektórych to z kilometr gonię z siekierką.
Klient: Ale niektórych krócej?
Rzeźniczka: No, nie każdy tak daleko ucieknie. A ty Waldziu co byś w końcu chciał?
Klient: Czy jest śląska?
Rzeźniczka: Jest.
Klient: A krakowska?
Rzeźniczka: Jest.
Klient: Matko, to może jałowcowej nie ma?
Rzeźniczka: Jest.
Klient: Jezus Maria, to poproszę śląską.
Rzeźniczka: Masz Waldziu, jest śląska. (wyciąga kurczaka)
Klient: To kurczak.
Rzeźniczka: Kurczak, kurczak, ale rodowity ¦lązak.
Klient: Ale kurczak, drób.
Rzeźniczka: Drób, drób, ale jak po śląsku zaciągał, uuuu! Powąchaj, jeszcze węglem czuć.
Klient: Pani Jadziu...
Rzeźniczka: Bierzesz, czy się ganiamy?
Klient: (myśli) Hmmm... (rusza muzyka z Benny Hilla) Muzyka stop! Biorę!
(bierze i wychodzi, znowu muzyczka)
Rzeźniczka: (bierze siekierkę) A jednak pobiegam, Waldziuuuu!!! (wychodzi za nim)
do góry

"Opera włoska"
autor: Katarzyna Piasecka
Lasta nota del noria
La petina bentoria
La kendele desere
Fere mere morele
Lasta bella desente
Delowina perwente
O kentora isolla
Ma toyota corolla
Kerembina delwento
Garnizone seicento
Werte sente e pronga
Ot i koniec songa
do góry

"Sąsiadka"
autor: Katarzyna Piasecka, Kazimierz Dolny
(na scenę wchodzi Karol, a zaraz za nim jego sąsiadka)
Sąsiadka: Dzień dobry panie Karolu. Jak już pana widzę, to chciałabym panu powiedzieć, że te nowe zasłony są do niczego - raz, że nie pasują do elewacji budynku, dwa: za grube! Nic nie widać.
Karol: My się znamy?
Sąsiadka: Znamy się tylko z widzenia. Pan ma 2 okna z mojej strony. 2 niemyte od Wielkanocy okna.
Karol: Pani mi liczy kiedy myję okna?
Sąsiadka: Nie o liczenie chodzi, tylko o widoczność. W lany poniedziałek miałam zasięg aż do łazienki.
Karol: Pani mnie podgląda?
Sąsiadka: A pan mnie nie? To dla kogo ja się przebieram.
Karol: Myślałem, że dla tego grubego w płaszczu.
Sąsiadka: Sąsiedzie...
Karol: Raz zajrzałem.
Sąsiadka: Też tak na początku mówiłam. Ale wracając do zasłon. Zamienić na stare.
Karol: Stare wyrzuciłem.
Sąsiadka: Nieprawda. Są w pawlaczu obok odkurzacza.
Karol: Sąsiadko! Tak nie można. Przecież ja czasem chodzę w bieliźnie po mieszkaniu.
Sąsiadka: (śmieje się) Nie zawsze w bieliźnie.
Karol: Sąsiadko!
Sąsiadka: Blef, blefowałam. Ale już wiem że warto być na bieżąco.
Karol: Wcale nie warto. Tam nie ma nic do oglądania.
Sąsiadka: No wiem, wiem...
Karol: Sąsiadko!
Sąsiadka: Blef!
Karol: Już nie wiem czy można pani wierzyć.
Sąsiadka: Można. Po siedmiu latach razem? Męża lepiej nie znałam.
Karol: To co z tym blefem? Nie widziała pani męża nago?
Sąsiadka: Żeby przy tym tańczył salsę nie widziałam.
Karol: Salsa?! Sąsiadko, to jest... to jest!
Sąsiadka: Samba?
Karol: To jest...
Sąsiadka: Rumba?
Karol: Salsa!!! Jak pani mogła!
Sąsiadka: Chciałam się kroków nauczyć. Zresztą i tak już skasowałam.
Karol: Co pani skasowała?!
Sąsiadka: Nic.
Karol: Co pani skasowała?!
Sąsiadka: Oryginał.
Karol: Jaki oryginał? Czego? Kto ma kopie?
Sąsiadka: Bibibibi... nie było tematu... niepotrzebnie zaczynałam. Niech se te zasłony będą. Do widzenia.
Karol: (zatrzymuje ją) Kto ma kopie?!!!
Sąsiadka: Puść człowieku! Jak ci tak zależy to Kowalska przegrywa za dychę. Tylko z własną taśmą!
do góry

"Skacowani"
autor: Kazimierz Dolny
(na scenie bałagan; wchodzi Jarek i Tomek, z kefirami w dłoniach, z białymi wąsami od kefiru; po chwili wchodzi Kasia;)
Kasia: Co to za syf?!
Jarek: Kasiu, przynieśliśmy ci kefir...
(Kasia odwraca się zła) Oj Kasia, fatalnie wyglądasz...
Kasia: Ja fatalnie wyglądam? Ja?!
Jarek: Ciiii (chodzą z bólu na ugiętych nogach)
Kasia: A jak wygląda moje mieszkanie?!
Jarek: Kasiu, możesz powstrzymać w sobie te huczące żywioły?
Kasia: Co wyście tu robili?
Jarek: Spokojnie, powoli sobie wszystko przypomnimy. A coś jest nie w porządku?
Kasia: Wszystko!!!
Jarek i Tomek: Ssssss... (odskakują wylewając kefir)
Jarek: Kasiu, wytwarzasz takie fale, ze się kefir rozlewa.
Kasia: Zacznijmy od tego, kto śpi w mojej wannie?
Tomek: Michał.
Jarek: Jeszcze śpi? To trzeba go obudzić- on do roboty idzie.
Kasia: Ubikacja i łazienka zabrudzone.
Jarek: To Robert. O północy zrobił się strasznie honorowy i powiedział, że nie będzie pił na sępa i zwróci wszystko z procentem. W ubikacji jest właśnie ten procent.
Kasia: A możecie powiedzieć kto ogolił Muńka?
Jarek: Kto to Muniek?
Kasia: Chomik! Cały nagi!
Jarek: Nic nie pamiętam.
Tomek: Nie mam pewności, ale chyba był rozbierany poker. Muńkowi nie szła karta.
Kasia: Wpędziliście Muńka w depresję. Teraz siedzi pod tapczanem i wstydzi się wyjść.
Jarek: To odrośnie.
Kasia: Kiedy?!! (patrzy w górę) No nie. Co to za ślady butów na suficie?
Tomek: (chwila zastanowienia) Nie ma pewności, ale chyba pokazywałem chłopakom Matrixa.
Kasia: Biegałeś po suficie?
Tomek: (patrząc bezradnie na sufit) Na trzeźwo nie umiem, ale wtedy byłem w stanie wyższej świadomości.
Kasia: To jest jakaś paranoja!
Jarek: To nie jest żadna roja... To się wszystko doczyści.
Kasia: Muńka też?
Jarek: Na razie Muniek może chodzić w peruczce. Zrobi mu się taki skafanderek z zameczkiem pod brzuszkiem.
Tomek: I Michała się dobudzi. Będzie o.k.
Kasia: Dajcie mi święty spokój! (schodzi ze sceny
Jarek: Się zdenerwowała... Nie umie się bawić.
do góry


"Amanda"
autor: Katarzyna Piasecka
(przez scenę przechodzi dwóch porządnie wyglądających profesorów, stoją przy kulisie)
Profesor 1: Drodzy państwo, witamy po przerwie. Bardzo proszę o spokój i odrobinę kultury. To są egzaminy do szkoły aktorskiej, a nie wybory miss Podhala... (do drugiego profesora) choć podobnie tam pchnie.(siadają przy stoliku) Prosimy kolejnego kandydata. (na scenę wchodzi mało rozgarnięta dziewczyna, w jaskrawym stroju)
Amanda: Dzień dobry.
Profesor 1: Dzień dobry. Pani numer?
Amanda: 2058- szczęśliwy numerek? (chichra się) Tak tylko zapytałam.
Profesor 1: Kobieta, tak?
Amanda: No, jestem babka jak się patrzy. Jak się nie patrzy, to też jestem, więc nie trzeba schizować. Rano się budzę, idę do lustra i mówię: O.K., że jesteś bądź taka na zawsze!
Profesor 1: Dobrze, na wstępie informuję jedynie.
Amanda: Spoko, lubie wstępy.
Profesor 1: ...Informuję, że po poprzednim kandydacie przyznajemy dodatkowy plus za wierność swojej płci.
Amanda: Spoko, ale pan tu o wierności, a ja raz zdradziłam Marcina. (pada na kolana i krzyczy bijąc się w pierś) Żałuję! Żałuję! Żałuję!
Profesor 1: Pani już coś gra?
Amanda: A co?
Profesor 1: Pytam.
Amanda: Odpowiadam. (mówi z dumą i po chwili zaczyna się chichrać)
Profesor 1: Dobrze, dobrze... A jak Pani ma na imię?
Amanda: Amanda. Akcent na ósma sylabę minus siedem przed nią. A-manda.
Profesor 1: Czyli na pierwszą?
Amanda: Może być na pierwszą, ale wolę tak jak mówiłam.
Profesor 1: Pani A-mando, jak sądzę teoretycznej wiedzy nie ma.
Amanda: (zastyga na moment) Niespodzianka! Mam! Wiedza teoretyczna to różne ciekawostki, o których czytamy w tych no...
Profesor 1: Tak?
Amanda: W takich jakby gazetach, tylko trochę grubszych.
Profesor 1: W książkach?
Amanda: Właśnie. (chichra się)
Profesor 1: Dobrze. Przejdźmy lepiej do wiedzy praktycznej.
Amanda: Wiem! Wiedza praktyczna to takie coś.
Profesor 1: Pani Amando, to jest całe pani przygotowanie?
Amanda: Nie. Coś jeszcze przygotowałam.
Profesor 1: Tak? A co takiego?
Amanda: No rano sobie ciuszki przygotowałam na egzamin.
Profesor 1: Co?
Amanda: Ciuszki, Amandzia przygotowała sobie ciuszki!
Profesor 1: I to wszystko, tak?
Amanda: Nie, jeszcze taką scenę przygotowałam.
Profesor 1: Scenę? A cóż to będzie? Kantor, Becket, Grotowski?
Amanda: Stop! Kurde, ja nie znam tych ludzi, ja jestem z Warszawy.
Profesor 1: Pytamy co to będzie za scena?
Amanda: A! Kultowa scena w zaparowanym samochodzie- "Titanic"
Profesor 1: Tytanic...?
Amanda: Tak. (chwilę przygotowuje się do występu, skupia się, w końcu podnosi rękę i przesuwa ją w powietrzu z góry na dół, po zakończeniu wyczekująco patrzy na komisję)
Profesor 1: Już?
Amanda: Tak.
Profesor 1: Kolego, możemy jej nie przyjąć?
Profesor 2: Amanda Oleksy.
Profesor 1: Pani A-mando, witamy w szkole. Będzie pani w grupie Amand. Z Amandą Miller, Amandą Buzek i Amandą Giertych. Zapraszamy po odbiór koszulki z napisem "I am Amanda".
(zbiega krzycząc "I am Amanda!!!")
do góry


"Debata" (feministka)
autor: Tomasz Łupak, Jarosław Jaros, Grzegorz Halama
(na scenie stoją trzy krzesła; wchodzi redaktor)
Redaktor: Witam państwa w programie publicystycznym "Tak czy nie". Naszymi gośćmi są: profesor Zbigniew Kowalski oraz Przewodnicząca Komitetu Obrony Kobiet pani Zofia Nowakowska.
(wchodzą na scenę, witają się i siadają; pan profesor chce pomóc pani przy ustawieniu mikrofonu, na co pani mu odpowiada dosyć stanowczo)
Pani: Ja sama!
Redaktor: Nasz dzisiejszy temat to "Kultura w życiu politycznym". To które z państwa rozpocznie?
Pan: To może pani.
Pani: No tak, niech mnie pan poniży, przecież jestem kobietą.
Pan: Ale chyba zbacza pani lekko z tematu.
Pani: Zbacza, zbacza, wy tylko o jednym. My kobiety jesteśmy dla was tylko parą gadających piersi. Kobieta w społeczeństwie polskim jest wciąż obywatelem kategorii B. Może pan zaprzeczy?
Pan: Nie. Tu się akurat zgodzę.
Pani: No tak wy się zawsze zgadzacie.
Pan: Ale to chyba dobrze.
Pani: Co?! pan dobrze, a ja źle?!
Pan: Nie. Możemy się umówić, że to ja źle, a pani dobrze.
Pani: Co?! Umówić się z panem?! Takim jak pan?! O! Nie! Ja nie takich mogłam mieć! Nie tacy się za mną oglądali! Ale ja mówiłam: NIE!!! Bo mi takich jak wy nie potrzeba! Kundle przebrzydłe! Nieporadne! Sukinkoty!!!
Redaktor: Dobrze, dziękuję. Widzę że państwo już rozgrzani, wytworzyła się odpowiednia atmosfera, więc możemy kręcić
Pan: Jak to kręcimy?! To my tego nie kręciliśmy?!
Pani: Co?! Jak to?! Mam jeszcze raz dać się poniżyć temu kundlowi?!
Pan: A ja mam jeszcze raz rozmawiać z tą zołzą?!
Pani: Powiedziałeś zołzą?! Odszczekaj to! No już! Bo zaraz koleżanki zawołam i dopiero się zacznie! Wszyscy tacy sami! Sami nic nie zrobią! Wszystko my!!!
Pan: Do widzenia!
(zdenerwowany wychodzi)
Pani: Nawet kobiety przodem nie puścił! Czekaj chamie, jak do ciebie mówię! (zbiega za panem)
Redaktor: Panowie, puszczajmy kobiety przodem. Nigdy nie wiadomo, czy za rogiem nie czai się jakiś psychopata
do góry

"Hamlet"
autor: Kazimierz Dolny
(na scenę wchodzi Hamlet)
Hamlet: Nie cieszy mnie słońce, nie cieszą mnie kwiaty, odkąd mój ojciec w grobie. Przygnębienie wypełnia mnie po brzegi, a przy gwałtowniejszym ruchu chlapie na boki. Każdy kwiat na mej drodze wydaje się mówić: Why are you so sad? Drzewa krzyczą do mnie: Don`t worry! A ja nie rozumiem. Ach Dania, dziwny kraj, dziwna flora.
(na scenę wchodzi Ofelia, w ręce trzyma chochelkę)
Ofelia: Hamlecie, popatrz jaki dziwny kwiat.
Hamlet: Nie ma się co dziwić - Dania.
Ofelia: Uważam, że jesteś smutny.
Hamlet: Ofelio miła, tobie mogę powiedzieć, bo jesteś niespełna rozumu - sądzę, że to stryj zabił ojca mego.
Ofelia: Och, to straszne! Nigdy bym nie przypuszczała, że jestem niespełna rozumu!
Hamlet: Lecz to prawda.
Ofelia: A więc?
Hamlet: Cóż...!
Ofelia: Może...
Hamlet: Nie...
Ofelia: Lecz...
Hamlet: Nie trzeba...
Ofelia: Hamlecie, rozmawiamy, a ja nie wiem o czym! Ja faktycznie jestem walnięta. (odchodzi zamyślona)
Hamlet: Biedna Ofelia, lecz i ja biedny. O jakże chciałbym porozmawiać z czaszką mojego przyjaciela. Lecz nie mogę, nie mogę, bo on jeszcze żyje. Niech więc wysłucha mnie ten wyschnięty dąb. (wyciąga wyschniętą gałązkę) Być albo nie być... no kurczę, wiedziałem! Nieeeeeee! Żadnego pomysłu! (wyjmuje szpadę) Więc wyprawię stryja w "nie być". ¦mierć za śmierć. Stryju bywaj!!! Ach jak pulsują mi skronie. Żeby tylko wylewem się nie skończyło. Stryjuuuu!
(wchodzi Ofelia)
Ofelia: Hamlecie, a ty czemu taki podniecony? Czemu szpada twa obnażona?
Hamlet: Gorący dzień, więc szpadę obnażyłem, a i sam się pewnie rozbiorę, więc odejdź.
(schodzi ze sceny)
Hamlet: Stryjuuu!
(ponownie wchodzi Ofelia)
Ofelia: Hamlecie. No nie mogę. Wołanie twe posępne słychać w całym królestwie.
Hamlet: Skoro wszędzie dobrze słuchać to nie ma sensu tu przybiegać.
Ofelia: Rzeczywiście.
(schodzi ze sceny)
Hamlet: Stryjuuuu!!!
(Ofelia znowu pojawia się na scenie)
Ofelia: Aaaaaa Hamlecie, stryj twój nie przyjdzie.
Hamlet: Cóż go mogło zatrzymać?!
Ofelia: Nie uwierzysz. Po prostu ma cię w dupie.
do góry

"Hiszpańska mucha"
tekst: Agnieszka Marylka Litwin, Tomasz Łupak
(na scenę wchodzi pianista, siada przy pianinie; zaraz za nim wchodzi pan profesor- przemiły, uśmiechnięty mężczyzna, trochę dziwnie wyglądający)
Dzień dobry. Witam na objazdowych spotkaniach z filharmonia Zielonogórską, z cyklu poznajemy piosenki świata. Nasze spotkania cieszą się coraz większą popularnością, widzę dwie nowe twarze, myślę że teraz w piątkę będzie nam raźniej.
Dzisiaj piosenka hiszpańska.
(pianista zaczyna grać, profesor śpiewa)
W mieście Palestro w północnej Hiszpanii
Mieszkała dziewczyna piękna imieniem Carmencita.
Spotkała mała niewinną, hiszpańską muchę
Tu państwa zaskoczyłem- zaśpiewałem.
Pamiętajmy że nie każda mucha zjedzona w Hiszpanii jest afrodyzjakiem.
Przejdźmy do refrenu, w którym będziemy opisywać głównego bohatera. Czyli refren opisujący.
Proszę.
(pianista zaczyna grać, profesor śpiewa)
Hiszpańska mucha jest wielka jak bąk.
Hiszpańska mucha nie mieści się do rąk.
Hiszpańska mucha ma brudne odnóża.
Hiszpańska mucha gdy w kupie się unurza.
Każda mucha na świecie swoje hobby ma. Ja tam się nie wtrącam.
W drugiej zwrotce zawiążemy problem czyli zarzewie. A w Hiszpanii jakie mogą mieć problemy. Otóż tam jest bardzo gorąco i oni często dostają udaru, przez co zakochują się w nieodpowiednich osobnikach.
Proszę.
(pianista zaczyna grać, profesor śpiewa)
Mucha spojrzeniem uwiodła dziewczynę,
Lecz miłość trwała krótko bo muchy krótko żyją.
Muchy krótko żyją, miłość trwa wiecznie-dysonans.
Przejdźmy do refrenu opisującego.
(pianista zaczyna grać, profesor śpiewa)
Hiszpańska mucha poczuła zew.
Hiszpańska mucha wypiła krew.
Hiszpańskiej muchy ty strzeż się dziewczyno.
Hiszpańska mucha zdradziecka jak wino.
Kto pił ten wie.
Mucha była, napiła się i odeszła. Dziewczyna się zaangażowała, niepotrzebnie zupełnie niepotrzebnie. Rwie sobie włosy z głowy, mucha z nóg. Teraz trzeba rozwiązać ten miłosny supeł.
(zwraca się do pianisty)
Panie Jarku poproszę o taką nostalgiczną muzyczkę, bo to trzeba trafić do środka, do samego serduszka. (pianista gra "Sto lat") Panie Jarku, fakt ta muzyka trafia do serduszka, ale wujka Kazika po dwóch głębszych. Proszę o coś nostalgicznego, ale hiszpańskiego.
Proszę wybaczyć, pan Jarek jest tylko magistrem.
(pianista gra nostalgiczną, hiszpańską melodię)
Do epilogu używamy hiszpańskiego patosu. Proszę zwrócić uwagę jak ja to robię. (przybiera poważną postawę; wyprostowany, na twarzy dość znacznie zaznaczone przejęcie)
Takie właśnie są Hiszpańskie muchy. Odchodzą, dziewczyna zostaje sama a z nią Hiszpański smutek żal i hiszpański bąbel.
Piosenkę hiszpańską najlepiej skończyć hiszpańskim wyrazem i zejść tanecznym krokiem.
Zorro (schodzi tanecznym krokiem)
do góry

"Nie ma problemu"
autor: Katarzyna Piasecka, Kazimierz Dolny
(na scenę wchodzi żona i mąż; on- wcielony spokój, ona- podenerwowana)
Żona: Heniu, nie zapłaciłeś rachunku za telefon. Dzisiaj odcięli. Prosiłam cię o to 3 tygodnie temu.
Mąż: Poszło na paliwo do Opla. Ale nie ma problemu Krysiu, nie ma problemu.
Żona: Jak to nie ma problemu?! Ponowne podłączenie kosztuje 150 złotych!
Mąż: Krysiu, a co to za problem?
Żona: Dosyć duży skoro tylko ja pracuję.
Mąż: No tak się akurat złożyło Krysiu.
Żona: Złożyło się?! Jakoś innym ludziom tak się nie składa.
Mąż: No widzisz- jesteśmy wybrańcami. Wypijmy szampana z tej okazji.
Żona: Żeby wypić, to trzeba najpierw go kupić Heniu!
Mąż: No to już! Kupmy se najdroższego szampana! Nie żałujmy sobie! Krrrycha!
Żona: Nie mamy pieniędzy!
Mąż: Krysiu, przecież pracujesz.
Żona: Tylko ja.
Mąż: Tylko? Aż Krysiu, aż. Bardzo jestem z ciebie dumny!
Żona: Czy ty rozumiesz, że tylko ja pracuję?!
Mąż: A czy ty rozumiesz, że jestem z ciebie dumny?!
Żona: Nie no! Zaraz zdzielę cię szmatą!
Mąż: No dobrze, dobrze. Tylko ty pracujesz, ale z pieniędzy korzystamy oboje. Aż boję się pomyśleć, co by było gdybyś korzystała tylko ty. Boże! Byłabyś frustratką! A propos - potrzebuję na nowe opony.
Żona: No nie wytrzymam!
Mąż: Wytrzymasz - wierzę w ciebie.
Żona: Odchodzę od ciebie! Rzucam wszystko i odchodzę!
Mąż: Krysiu, Nie możesz ot tak przekreślić wszystkiego co piękne między nami!
Żona: Ja przekreślam tylko ciebie, a więc nic pięknego.
Mąż: Kto będzie cię tak doceniał jak ja!
Żona: Ty? Kiedy ostatnio przyniosłeś mi kwiaty?
Mąż: Teraz klombów lepiej pilnują.
Żona: Nie, to ty wolniej biegasz. Nic nie robisz w życiu, tylko pucujesz tą swoją ruinę.
Mąż: Bo prawdziwy mężczyzna składa się z mężczyzny biologicznego i samochodu. Potrafisz rzucić prawdziwego mężczyznę? Potrafisz? To idź.
Żona: Cieszę się. A tak na marginesie jesteś taki sam jak twój Opel - za dużo palisz, brak ci przyśpieszenia i maska ci się nie domyka.
do góry

"Pip"
autor: Tomasz Łupak
(na scenę wchodzi dwóch kolegów - dresiarzy.)
Pierwszy: Idę sobie normalnie pip Warszawską. Patrzę a tam taki pip przystanek. A na tym przystanku taka pip pip pip super laska stoi. Pip. Podchodzę do niej i mówię: cześć pip, co u ciebie pip słychać. Bo się normalnie prawie pip zakochałem. A ona mi: pip. No to ja jej: pip. Ona mi: pip. Ja jej pip. Ona mi: pip. Mówię do niej: o ty pip! No a co ty na to?
Drugi: Pippppp.
do góry

"Ujarzmienie temperamentu"
autor: Katarzyna Piasecka, Kazimierz Dolny
(na scenę wchodzi flagmatycznie Tomek, flegmatycznie przewraca krzesło)
Tomek: Ja pierdzielę! Ale zadymiłem! (wywala drugie) Jasssna dupa, powszczymajcie mnie! Niech ktoś mnie powszczyma bo tu kamień na kamieniu nie zostanie.
(wbiega Jarek i Kasia)
Jarek: Tomek, co się dzieje?!
Tomek: Nie wiem. Nosi mnie!
Jarek: Co cię nosi?
Tomek: Temperament.
Kasia: A skąd u ciebie temperament?
Tomek: Nazbierało się przez lata.
Kasia: No faktycznie oszczędzałeś temperament przez te lata.
Tomek: No ale opłacało się. Patrz… (wywala następne krzesło i robi nieporadny przewrót w przód) Fikołek szaleniec!
Jarek: No, pokazałeś bardziej szaloną stronę swojego ja. Rozrabiasz jak banda kibiców.
Tomek: Co mi tam kibice, ja kopnę akustyka w twarz! (schodzi do akustyka; zatrzymuje się w połowie drogi) Jezuuu trzymajcie mnie! (podbiegają do niego, trzymają, a ten z odległości macha nogą przed akustykiem)
Jarek: Tomek uspokój to zwierzę! Zacznij nad sobą panować! Siadaj! (sadza Tomka na krześle) Kaśka, trzeba go czymś obciążyć.
Kasia: Czym?
Jarek: Czymś ciężkim.
Kasia: Coś znajdę.
Jarek: Albo nie, siadaj ty.
Kasia: (siada, Tomek chwyta ją za biust) Jarek, on złapał mnie za biust!!!
Jarek: Tomek, co się z tobą dzieje? Kaśkę za biust?!
Tomek: Co ja mogę? Temperament! (patrzy na widownię) Matko!!! Ile biustów! (podąża na czterech z lubieżnym spojrzeniem)
(łapią za nogi i ciągną z powrotem)
Tomek: Puśćcie mnie! One są moje!
Jarek: Uspokój się, bo cię oddamy do tych kibiców!
Tomek: Hej chłopaki... nadam się? (przyjmuje pozycię mięśniaka)
Jarek: Dobra, chcesz to idź.
Tomek: (schodzi w publiczność) My, to chłopaki fajne jesteśmy, nie? Ale szał! teraz to my sobie porozwalamy ławki, pobijemy się z Policją, no dobra, przeszło mi. (wraca na scenę)
Jarek: Co? Już przeszło?
Tomek: Już się wyszalałem. Kibicami jesteście o.k., ale bez cycuszków! (zbiega za Kaśką)
do góry

"USC"
autor: Katarzyna Piasecka
(na scenie przy stoliku siedzi pan- typ urzędnika, dzwoni telefon)
Urzędnik: Tak. Urząd Stanu Cywilnego, słucham? Nie wydaje mi się, żeby polskie prawo było w stanie to zrozumieć. Tak, ślub. Z reguły psy nie czują takiej potrzeby. Tak, rozumiem. Tak, staram się zrozumieć. Tak, dziwny pomysł. Tak, jest pani nienormalna.
(na scenę wchodzi zakochana para)
Ona: Dzień dobry.
Urzędnik: Wiadomo, że dobry. Nie trzeba zaraz tyle o tym gadać. A wy co? Do ślubu tak?
On: Tak. To będzie najpiękniejszy dzień..
Urzędnik: Najpiękniejszy to był dzień przed tym, w którym pan się oświadczył.
Ona: Kochanie, słyszysz to?
On: Słyszę.
Ona: I? Co to ma znaczyć?!
On: Że mam dobry słuch.
Ona: Zaskoczyłeś mnie tą odpowiedzią. Lubię, jak mnie zaskakujesz.
On: Mmm... (dają sobie buziaka)
Urzędnik: Teraz lubi, a później będzie mędzić nad uchem.
On: Będziesz?
Ona: Nie będę.
Urzędnik: Kłamie.
On: Kłamiesz?
Ona: Nie.
Urzędnik: I pewnie mówi też, że się nie pomarszczy...
Ona: Dlaczego pan taki jest? My tylko chcemy wziąć ślub i żyć długo i szczęśliwie.
Urzędnik: Każdy chce, a później wychodzi tylko długo.
On: Czemu?
Urzędnik: Nie chce pan wiedzieć.
On: Chcę.
Urzędnik: Pszpana.. podoba się?
On: Tak.
Urzędnik: Przestanie. Gotuje?
On: Tak.
Urzędnik: Przestanie. Dużo gada?
On: Tak.
Urzędnik: Nie przestanie.
On: Jak to?
Urzędnik: Tak to. One się nigdy nie męczą. Moja bije rekordy. Rano wstanie. Robi kawę i się zaczyna. Wstaję- gada. Idę do łazienki- gada. Wychodzę do pracy- gada. Wracam- ogląda serial. Napisałem list dziękczynny do Polsatu.
On: I co?
Urzędnik: TVP list przejęła i kazała mi abonament zapłacić.
Ona: My się kochamy i to jest najważniejsze. Niech pan zapisze nas na jakiś termin.
Urzędnik: Zaaaraz. ¦lub, tak? Z miłości prawdziwej, czy nagłej?
Ona: Właściwie poznaliśmy się już 8 lat temu..
Urzędnik: Bez kręcenia. Zaciążyła?
Ona: Tak.
Urzędnik: Od razu widać. Dużo gada.
Ona: Pan jest niemiły.
Urzędnik: A pani w ciąży.
Ona: Będzie pan żałował.
Urzędnik: A pani będzie gruba.
Ona: Cham.
Urzędnik: Balon.
Ona: Ping.
Urzędnik: Pong.
Ona: Ping.
Urzędnik: Pong.
Ona: Ping
Urzędnik: Aut. (kobieta schodzi ze sceny) Przypadkiem zostaliśmy sami, to zapytam- a poczekać do ślubu nie można było?
On: Tak się jakoś poukładało..
Urzędnik: Zawsze się jakoś tak układa. A później człowiek się żeni z pierwszą lepszą.
On: Proszę pana! Ona nie jest pierwszą lepszą!
Urzędnik: Tak oczywiście... Tyle, że przed ślubem wiadomo tylko, że niepierwsza, a po ślubie okazuje się, że nielepsza.
do góry

|
|
|