Poliwęglan

Kiedy ktoś mówi „poliwęglan”, bardzo często ma na myśli jeden, konkretny materiał. A potem przychodzi moment wyboru, rozmowa z wykonawcą albo architektem i nagle okazuje się, że tych „poliwęglanów” są co najmniej dwa. I różnią się one znacznie bardziej, niż sugeruje nazwa.
Poliwęglan to jeden z tych materiałów, które na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie, ale w użytkowaniu zachowują się zupełnie inaczej. I właśnie dlatego warto rozdzielić te dwa produkty jeszcze zanim zapadnie decyzja.

Poliwęglan lity – gdy liczy się efekt „jak szkło”

Poliwęglan lity najczęściej pojawia się tam, gdzie inwestor chce zachować wrażenie pełnej przejrzystości. Jest gładki, klarowny, bardzo odporny na uderzenia. Wizualnie zbliżony do szkła, ale bez jego największej wady — kruchości. W budownictwie stosuje się go w osłonach, balustradach, elementach zabezpieczających. Sprawdza się tam, gdzie materiał ma „zniknąć” wizualnie i nie ingerować w odbiór przestrzeni. Problem zaczyna się wtedy, gdy taka przejrzystość zaczyna pracować przeciwko użytkownikowi. Jak to możliwe? Latem pojawia się przegrzewanie. Zimą — słabsza izolacja. I nagle okazuje się, że estetyka to nie wszystko.

Poliwęglan komorowy – inna filozofia materiału

Poliwęglan komorowy od początku został zaprojektowany inaczej. Nie ma udawać szkła. Ma pracować ze światłem i temperaturą. Jego struktura, oparta na komorach powietrznych, sprawia, że światło jest rozpraszane, a nie wpuszczane bez kontroli. To bardzo wyraźnie czuć w użytkowaniu. Pod zadaszeniem z poliwęglanu komorowego jest jasno, ale nie ostro. Przestrzeń nie nagrzewa się tak szybko. Nie ma efektu „szklarni”. I właśnie w tym miejscu wiele osób po raz pierwszy zauważa różnicę. Nie w tabeli parametrów, tylko w codziennym funkcjonowaniu.

Dlaczego w realnych projektach częściej wygrywa komorowy?

W praktyce projektowej liczy się kilka rzeczy naraz. Masa materiału. Łatwość montażu. To, jak zachowuje się przy zmiennej pogodzie. I to, czy nie komplikuje konstrukcji bardziej, niż to konieczne. Poliwęglan komorowy spełnia te warunki zaskakująco dobrze. Jest lekki. Dobrze izoluje. Nie wymaga masywnych podpór. A przy tym daje sporą swobodę w doborze grubości, koloru i stopnia przepuszczalności światła. Dlatego trafia do projektów, w których nie chodzi o „efekt wow” na zdjęciu, tylko o sensowne użytkowanie przez lata.

Naturalne środowisko poliwęglanu komorowego

Jeśli spojrzeć na realizacje bez etykietek, łatwo zauważyć pewien schemat. Zadaszenia tarasów, wiaty, przejścia między budynkami, świetliki dachowe, elewacje półprzezroczyste — tam niemal zawsze pojawia się wersja z poliwęglanem komorowym. Nie dlatego, że jest „tańsza”. Raczej dlatego, że lepiej znosi codzienne warunki. Deszcz, słońce, wiatr, zmiany temperatury. I robi to bez ciągłych kompromisów konstrukcyjnych.

Jak podjąć decyzję bez zgadywania?

Najprostsze kryterium jest też najbardziej praktyczne. Jeśli materiał ma być idealnie przejrzysty i pełnić funkcję ochronną — poliwęglan lity ma sens. Jeśli ma pracować jako zadaszenie, element elewacji albo źródło rozproszonego światła — poliwęglan komorowy będzie rozsądniejszym wyborem. Jak informuje dystrybutor tworzyw sztucznych Techplast to nie jest decyzja „lepszy–gorszy”. To decyzja o funkcji. A funkcja, jak zwykle, szybko weryfikuje teorię.

Poliwęglan nie ma jednej twarzy. I dobrze. Bo różne projekty potrzebują różnych rozwiązań. Warto tylko wiedzieć, że w większości zastosowań architektonicznych to właśnie poliwęglan komorowy daje więcej spokoju w użytkowaniu — i mniej zaskoczeń po kilku latach.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ